Chorowanie ewidentnie mi nie służy, ponieważ zakładając dzisiaj moją ulubioną parę jeansów odkryłam, że… wiszą na mnie ;/ Wiem, wiem – problemy ‚pierwszego świata’. Jednak ten fakt zainspirował mnie do stworzenia tego posta. Oczywiście nie ześwirowałam i nie będzie on o tej jednej konkretnej parze jeansów, lecz o samym fenomenie noszenia jeansów i jak to się stało, że weszły na stałe do naszych szaf. Osobiście nie znam chyba ani jednej osoby, która nie byłaby posiadaczem chociaż jednej pary tych zacnych spodni 😉 Zresztą nie tylko spodni – koszul, kurtek, sukienek, a nawet torebek 😉 (owszem przydarzyła mi się w życiu jedna jeansowa torba :P) Ale czy ktoś z nas zastanawiał się kiedyś nad tym jak to się stało, że prawie każdy nosi dziś coś jeansowego? Skąd się wzięły? Czemu zostały okrzyknięte ikoną XX wieku? I jak ewoluowały? Zapewne nie 😉 Dlatego dziś wjeżdża na bloga krótka retrospekcja 135 lat historii tak uwielbianych przez nas jeansów.

Skąd one się wzięły?

W mega skrócie, wszystko zaczęło się od Gorączki Złota w słonecznej Kaliforni w latach 40-tych i spotkania dwóch panów: Levi’ego Strauss’a (imigranta z Niemiec) oraz Jacoba Davisa. Zapotrzebowanie przez poszukiwaczy złota na mega wytrzymałe spodnie wywołało powstanie pierwszej pary słynnych jeansów wyprodukowanych przez the Levi Strauss & Co. z denimu. Zarówno klasycznych Levisów, jak i ogrodniczek.

Także jak widzicie, pierwotnie powstały one jako ubranie robotnicze i były noszone tylko przez mężczyzn. Zmieniło się to w czasie drugiej wojny światowej, gdy kobiety, które zastępowały mężczyzn w fabrykach, zakładach, na polach zaczęły sięgać po wygodniejsze ubranie niż spódnica – a mianowicie po jeansy. Jednakże wciąż były one uważane za element męskiej garderoby klasy robotniczej i noszone przez kobiety tylko z powodu okoliczności i tylko do pracy. W takim razie jak to się stało, że dziś noszone są przez ludzi wszelkich nacji, w różnym wieku (moja babcia też chętnie wciąż po nie sięga), bez względu na płeć?

Jeansy wychodzą na ulicę

Momentem przełomowym dla nich były lata 50-te, kiedy to James Dean pojawił się w nich w Buntowniku bez powodu. Pokazał, że można je nosić również na co dzień. Stały się symbolem młodej rebelii, przez co… uwaga… nie można było w nich przychodzić do szkoły, do teatru czy do restauracji. Dla nas jest to dzisiaj nie do pomyślenia – odpowiednio wystylizowane właściwie można założyć je wszędzie. Z mojej perspektywy nie ma takich miejsc gdzie nie wypada ich zakładać 😉 A jak to się stało, że jeansy przestały być typowo męskim elementem garderoby i kobiety też je dla siebie na dobre przygarnęły? Można powiedzieć, że to zasługa Marylin Monroe, która została sfotografowana przez Eve Arnold w jeansowej kurtce Lee. W pewnym sensie dokonała emancypacji jeansu pokazując, że kobieta też może nosić go na codzień 😉 Dzięki Marylin <3

W latach 60-tych i 70-tych jeans zaczął gościć na ulicach światowych stolic mody dzięki takim influencerkom jak Jane Birkin (która upodobała sobie dzwony), Brigitte Bardot czy Debbie Harry (lansującej ponadczasowe 505 Levis’a). Od lat 80-tych rozpoczęła się seria kontrowersyjnych reklam jeansów Calvina Kleina – Brooke Shields, Kate Moss, Lara Stone to tylko niektóre modelki, które pozowały w samych jeansach i patrzyły na przechodniów z billboardów na Times Square. BTW to Klein właśnie jako pierwszy wprowadził jeans na wybieg pod koniec lat 70-tych. Szybko inni projektanci mu ‚pozazdrościli’ i wprowadzili jeans również do swoich kolekcji przerabiając go na wszelkie sposoby i nadając mu przeróżne formy. Na nadchodzącą wolnymi krokami wiosnę (szczególnie patrząc na zamieć, która właśnie trwa za oknem, a mamy połowę marca) jeans pojawił się m.in. na wybiegach u Toma Forda, Chanel czy Dior’a. I nikogo już to nie dziwi, że jeans jest wszędzie w różnorodnych wydaniach, fasonach czy kolorach. W końcu jest symbolem wolności i luzu – a tego nigdy za dużo 😉

Ale jakie jeansy nosić???

Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, a to przede wszystkim dlatego, że nie ma jednego typu sylwetki. A co za tym idzie, mamy różne modele jeansów. Plus dochodzi nam jeszcze element sezonowości mody – owszem, ona również dotyka jeansów 😉 Obecnie np. do mody wracają dzwony będące na topie w latach 60-tych. Wciąż trwa trend na poszarpane, pocięte jeansy z dziurami, które w latach 70/80-tych kojarzyły się głównie z subkulturą grunge i punk. Ostatnio zaś w modzie były tzw. mum jeans/mommy jeans, które faktycznie nasze (a przynajmniej moja) mamy nosiły w latach 90-tych. Także jak widzicie konkretne fasony lubią wracać do mody – choć nie zawsze w tej samej odsłonie 😉 Ponieważ jeans lubi różne wariacje i nie boi się przekraczać granic ogólnie przyjętych norm 🙂  Ja osobiście nie wyobrażam sobie mojej szafy bez jeansów – mam tam i rurki, i regulary, i boyfriendy. Może skuszę się na jakieś dzwony na wiosnę 😉 Niestety nie dla mnie mommy jeans – choćbym chciała je mieć to przez moją figurę wyglądam w nich jak w worku 🙁 Nie mam do nich ani bioder, ani tyłka 😛 Dobrze dobrane jeansy potrafią zrobić cuda z naszą figurą (podkreślić atuty, ukryć mankamenty). Jednakże źle dobrane jeansy mogą zrobić krzywdę naszej sylwetce, jak np. mommy jeans robią mojej 😛 Także drogie panie, ale również panowie – dbajcie o to, aby wybrany przez Was fason jeansów pasował do Waszej sylwetki 😉 Nie wszystko co jest akurat w trendzie musi na nas dobrze leżeć. Ale jakby co, to zawsze dobrze wygląda się w jeansowej kurtce 😉 A total jeansowemu lookowi mówię wielkie ‚TAK’! Nie ma co się go bać – jeans nie gryzie 😉

 

Źródło zdjęć: Google Image search