Żyjemy w dobie internetowego ekshibicjonizmu. Nie powiem, sama go uprawiam publikując treści na temat mojego życia w social mediach – ‚uzależnienie’ od Insta Stories się kłania. Ale to wciąż jest tylko wycinek naszego życia, który sami decydujemy czy chcemy i jak chcemy pokazać innym. Czy daje to ludziom prawo do oceniania nas i komentowania jakby znali nas lepiej niż my sami siebie? Czy tylko mnie drażnią komentarze typu ‚znowu chora?’, ‚ciągle bez faceta?’, ‚kiedy Ty planujesz dzieci?’, ‚nie jesz mięsa? ale po co?’, ‚masz nietolerancję laktozy? czy to jakaś Twoja fanaberia?’, ‚co chcesz robić ze swoim życiem?’, ‚jak zarabiasz na życie?’, ‚nie sądzisz, że czas przejść na dietę?’ itd. Takich pytań mogłabym wymienić setki. I podejrzewam, że nie tylko ja jestem nimi zamęczana, ale prawie każdy mógłby dorzucić ‚upierdliwe’ pytania, które słyszy od rodziny, znajomych, czy nawet zupełnie obcych ludzi. Czy żeby ich uniknąć musiałabym przestać dzielić się fragmentami swojego dnia w sieci? Niestety, ale nie. Chyba musiałabym się zamknąć w szafie i ogłuszyć, aby przestano mnie nimi bombardować. Skąd w ludziach taka potrzeba komentowania i wtrącania się? Jak sobie z tym radzić? I czy w ogóle jest jakiś przed tym ratunek?

Ale po co te pytania?

Trochę teraz będę generalizować, więc proszę mi się tu nie obrażać, gdyż mówiąc o ‚wszystkich’ wiem, że są wyjątki i nie wszyscy tacy są. Jest mnóstwo osób, które jak ja, mają życia innych ludzi ‚gdzieś’ – w sensie nie zamierzam się w nie wtrącać i oceniać stylu w jakim je prowadzą. Ja za nich życia nie przeżyje, więc nie wiem po co miałabym próbować im je układać. Niestety mnóstwoooo osób ma jednak tak, że lubi dorzucić swoje ‚3 grosze’ na temat tego jak ktoś inny żyje. Znacie to – taka tam ‚dobra rada’. Przyznaję bez bicia, że samej też mi niestety zdarzy się bycie ‚ciocią dobrą radą’ gdy uważam, że któraś z bliskich mi osób może popełnić błąd. Walczę z tym i staram się, aby dopóki ktoś wprost nie zapyta mnie co o tym myślę to nie komentować! Może i robione jest to z troski, ale poważnie, niekoniecznie każdy chce tego słuchać.

Skąd w ludziach taka potrzeba ‚doradzania’, komentowania, wtrącania się? Myślę, że powodów jest całkiem sporo  jak np. dobre chęci, większe doświadczenie życiowe (przykład: nasi rodzice) – to te pozytywne. Ale niestety bywają też inne, jak chociażby inna hierarchia cenionych wartości, czysta złośliwość, nuda i niespełnienie we własnym życiu, które wywołuje zbytnie zainteresowanie życiem innych, czy też zwykła ludzka zazdrość. Jakiekolwiek powody by to nie były – nikomu życia na siłę nie ułożymy, a już na pewno nie tak jakbyśmy chcieli. Pytanie w stylu ‚czemu jeszcze nie masz dzieci?’ nie spowodują magicznie, że nagle zachce się je mieć 😛 Albo komentowanie ‚jak mi przykro/ale masz przerąbane/jak możesz z tym żyć?! itp.’ na fakt, że mam nietolerancję laktozy (btw tak, potwierdziłam ją sobie badaniami – jedzenie nabiału mi nie służy) nie spowoduje, że przestanę ją mieć. Sorry, ale nietolerancja pokarmowa to nie choroba 😉 I dla tych co nie wiedzą, większość społeczeństwa nie toleruje jakichś pokarmów, tyle, że często nie jest tego świadoma. Więc dlaczego stawia się mnie od razu na ‚straconej pozycji’ tylko dlatego, że nie mam problemu z tym, aby mówić głośno, że nie spożywam produktów mlecznych? Jakby to co najmniej determinowało jakim jestem człowiekiem 😛

Czy jest jakiś sposób, aby uniknąć niezręcznych pytań i bezsensownych komentarzy?

Cóż… sorry za szczerość, ale myślę, że trzeba byłoby odciąć się zupełnie od świata i zamknąć w jakiejś pustelni pośrodku nigdzie, aby inni ludzie nas nie oceniali i przy okazji nie dzielili się z nami swoimi przemyśleniami. Taka natura ludzka, że na podstawie pierwszego wrażenia wyrabiamy sobie zdanie na temat danej osoby, mimo, że potrafi być ono bardzo mylne. W końcu mało kto na początku znajomości pokazuje wszystkie karty swojej osobowości. Plus niektórzy mogą być bardzo zestresowani poznawaniem innych ludzi, a co za tym idzie robić wrażenie wycofanych czy wręcz nieprzyjemnych w obyciu. To jeszcze nie powód, aby ich za takich uznać. Trochę wyrozumiałości i dystansu nie zaszkodzi 😉

I to właśnie ów dystans, według mnie, jest najlepszym sposobem na radzenie sobie z opiniami innych ludzi na nasz temat. Mówiąc wprost – ignorowanie ich. Wiadomo, że gdy mama po raz 10 w miesiącu pyta czy masz już jakiegoś chłopaka/dziewczynę to jest to irytujące, ale nie jest to powód, aby od razu rzucać się w wir randkowania, żeby zadowolić oczekiwania rodzicielki. Ja mam to szczęście, że akurat moja familia nie dręczy mnie pytaniami o dzieci czy ślub, ani nie mówiono mi nigdy jak mam żyć (za co jestem mega wdzięczna, że bez komentowania dano mi żyć tak jak mam na to ochotę). Ale są za to inne pytania, które powodują, że podnosi mi się ciśnienie 😉 A już szczególnie komentowanie ‚znowu chora?’. Poważnie? Aż tak dobrze ci troskliwcy znają mój stan zdrowia, że są w stanie powiedzieć ‚znowu’? 😉 Nie przypominam sobie, abym udzielała, aż tylu osobom dostępu do mojej karty lekarskiej 😛 Ja też wciąż uczę się ignorować tego typu komentarze i nie tłumaczyć się z tego co robię czy jaka jestem. W końcu nie ma powodów, abym z czegokolwiek co mnie dotyczy musiała się komukolwiek tłumaczyć czy próbować dorównać standardom jakie wyznaczają inni 🙂 Także dystans – to jest moje rozwiązanie i moja rada dla tych co muszą wysłuchiwać komentarzy na temat swojego wyglądu, stylu życia, zachowania, poglądów, decyzji itd. Bycie sobą jest najważniejsze, także nie dajcie się wciągnąć w bezsensowne dyskusje i ignorujcie komentarze mające na celu wywołanie w Was zmiany. A do tych co lubią się ‚podzielić swoją opinią’ na temat innych mam jedną prośbę – trochę więcej taktu 😉 I weźcie pod uwagę, że Wasze słowa mogą kogoś zaboleć, zirytować, wywołać zakłopotanie – po prostu być źródłem negatywnych emocji. Sami też pewnie nie lubicie jak ktoś Was próbuje pouczać czy komentuje Wasze poczynania 😉 Także nie zaboli Was to zbytnio jeśli czasem zastanowicie się nad konsekwencjami, nim otworzycie usta czy dacie poszaleć palcom na klawiaturze, żeby skomentować czyjeś życie.