2020 rok ewidentnie nas nie rozpieszcza. Pożary w Australii, pojawienie się koronawirusa SARS-CoV-2 wywołującego COVID-19 opanowujący cały świat, tragiczny sezon tornad w USA i cyklonów w Azji, wybór w Polsce na prezydenta człowieka, który wypowiada się o obywatelach tego kraju, że są tylko ideologią, eksplozja w Bejrucie, powodzie w Wietnamie, a teraz jeszcze zapadła decyzja polskiego Trybunału Konstytucyjnego mówiąca o tym, że aborcja w przypadku wad letalnych płodu jest niezgodna z konstytucją co spowodowało masowe wyjście ludzi na ulice miast, aby pokazać swój sprzeciw. Jeszcze czekają nas w listopadzie wybory prezydenckie w USA i strach się bać co się stanie, jeśli Amerykanie znów wybiorą Trumpa na prezydenta.

Co się właściwie wydarzyło 22/10 w Polsce?

Nie da się ukryć, że jest to dla nas bardzo ciężki i męczący rok. Druga fala pandemii COVID-19 mocno się rozkręca i rząd ponownie zaczyna po kolei zamykać kolejne branże, aby ograniczać rozprzestrzenienie się wirusa. Tyle, że robi to dość nieudolnie i chaotycznie przez co doprowadzi nas do kryzysu gospodarczego i gigantycznych problemów finansowych. Nawet nie chcę sobie wyobrażać ile biznesów upadnie, bo nie będzie w stanie przetrwać tych wszystkich ograniczeń. W trakcie już wszechobecnego strachu przed chorobą, przed niemożnością utrzymania siebie, swojego biznesu i rodziny, rząd zrobił coś tak obrzydliwego, że ciężko nawet wyrazić mi to słowami. Po ‚cichaczu’ Trybunał Konstytucyjny debatował i głosował nad art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Dotyczy on przerywania ciąży ze względów embriopatologicznych, z powodu ciężkich, nieodwracalnych wad płodu lub choroby zagrażającej życiu. Nie chodzi tu o przerywanie ciąży, bo dziecko urodzi się z zespołem Downa (jak co poniektóre media sugerują), lecz mówimy o tak przerażających wadach letalnych jak zespół Pataua i Edwardsa, bezmózgowie, płód arlekina, wady cewy nerwowej i wiele innych. Do wad letalnych zalicza się także te wady wrodzone, które nie prowadzą do zgonu krótko po urodzeniu, ale sprawiają, że dziecko cierpi w sposób nieprzerwany i wymaga opieki paliatywnej w hospicjum perinatalnym.

Jeśli te nazwy nic Wam nie mówią (tak jak i jeszcze dla mnie kilka dni temu brzmiały obco) to polecam użyć wujka googla i dowiedzieć się w jakich przypadkach kobieta mogła dokonać wyboru czy chce urodzić tak chore ‚dziecko’. Ostrzegam, że zdjęcia na które natraficie będą ogromnie drastyczne. Natomiast warto poczytać o tych chorobach, aby wiedzieć dlaczego w zeszłym roku w Polsce aż 1074 kobiety podjęły zapewne jedną z najtrudniejszych decyzji w ich życiu i skorzystało z prawa do przerwania ciąży. Pozostałe 36 przypadków legalnej aborcji zostało dokonanych z powodu ciąży w wyniku gwałtu oraz z powodu zagrożenia życia matki. Czysta statystyka pokazuje nam, że ciąża embriopatologiczna nie jest wcale taką rzadkością i niestety, ale może przytrafić się każdej kobiecie będącej w wieku rozrodczym. Światowe raporty szacują, że każdego roku z powodu poważnych wad wrodzonych umiera 3,3 miliona dzieci poniżej 5. roku życia. Osobiście jestem w „grupie ryzyka”, jako, że ryzyko tak strasznego scenariusza wzrasta wraz z wiekiem kobiety, a skończyłam juz 33 lata.

Jakie są konsekwencje tej decyzji?

„Wyrok’ Trybunału Konstytucyjnego (który zdaniem części środowiska prawniczego, w tym konstytucjonalistów i karnistów, nie można uznać za obowiązujący z uwagi na nieprawidłową obsadę Trybunału, w którym zasiadali tzw. dublerzy) w momencie gdy zostanie opublikowany nabierze mocy prawnej. Mimo, że TK jest tylko opiniotwórcze, to rząd będzie musiał się do tego ustosunkować i zmodyfikować ten artykuł ustawy wypracowanej w ramach kompromisu w 1993 roku. Do tej pory byliśmy jednym z najbardziej restrykcyjnych krajów Europy pod kątem podejścia do aborcji. Teraz mam wrażenie, że już zupełnie chcemy cofnąć się do średniowiecza i wymusić na kobietach ‚heroizm’. Na szczęście dla nas jeszcze nie jest to przegrana sprawa, gdyż zgodnie z Konstytucją każdy ma prawo do ochrony zdrowia, w tym zdrowia psychicznego. Zmuszanie kobiet do donoszenia ciąży i urodzenia dziecka mającego żadne lub niewielkie szanse na przeżycie, niejednokrotnie odczuwając przy tym ból, powoduje długotrwałe cierpienie psychiczne. W Konstytucji przewidziany jest również zakaz tortur i poniżającego, nieludzkiego traktowania. Zmuszanie kobiety do donoszenia ciąży i porodu płodu, który jest tylko tułowiem z nóżkami (bez głowy, a co za tym idzie bez szans nawet na złapanie pierwszego oddechu po porodzie) jest sadyzmem i nie da się tego inaczej nazwać niż formą tortur na kobiecie. Ponadto Polska jest sygnatariuszem umów międzynarodowych, w tym m.in. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, zatem nie może w sposób sprzeczny z przyjętym porządkiem prawnym kształtować własnych przepisów – tylko dlatego, że ma taką ochotę i jest to zgodne z ‚wiarą większości obywateli’. Państwo polskie podlega jurysdykcji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i ma obowiązek wykonywania wyroków Trybunału. Jak również z tego co wiem, to przecież jesteśmy krajem świeckim, także religia „nie może” mieć wpływu na kształtowanie prawa. Natomiast z przerażeniem patrzę na rozwój sytuacji. Cztery lata temu po raz pierwszy wyszłam wraz z tysiącami innych osób na ulice, aby pokazać swój przeciw wobec projektu ustawy antyaborcyjnej. Gdy już wydawało się, że mamy za sobą tą przepychankę o nasze prawa, to rząd znalazł drogę „po cichaczu”, aby odebrać nam fundamentalne prawo – wolność wyboru. Teraz to już nic mnie nie zdziwi – nawet to jak pokrętną drogę będą próbowały władze znaleźć, aby osiągnąć swój cel i zafundować nam piekło na ziemi.

Do jakiego punktu doszliśmy?

Do najgorszego z możliwych. Doprowadzono nas tą decyzję do granicy wytrzymałości i tolerancji. Mimo szalejącej pandemii wyszliśmy wspólnie na ulice – kobiety i mężczyźni (nasi partnerzy, ojcowie, bracia, synowie — nie zapominajmy, że ich też ta sytuacja dotyka) – aby pokazać nasz sprzeciw wobec takiego stanu rzeczy. Ryzykujemy swoje zdrowie i życie, aby pokazać władzy, że nie można nam takich numerów wykręcać i nie godzimy się na taki stan rzeczy. Jesteśmy wkurzeni. Jesteśmy przerażeni. I co nas spotyka? Ataki ze strony policji, cisza ze strony władz, podział społeczny. Osoby stojące po drugiej strony barykady uważają nas, kobiety, za histeryczki najwyraźniej niezdolne do racjonalnego zachowania. Owszem, protesty, które mają miejsce od kilku dni w Polsce mogłyby być mniej wulgarne. Używanie wyrażeń ‚jebać pis’, ‚wypierdalać’ nie jest może najlepszą drogą, bo przez to zarzuca nam się agresję. Ale z drugiej strony jak mamy nie być wkurzeni skoro władza zrobiła z nas idiotów i pod osłoną pandemii odebrała nam podstawowe prawo do wolności wyboru. Czy tak faktycznie wygląda demokracja, że 13 osób na jednym spotkaniu decyduje co mogą, a czego nie mogą robić kobiety w całej Polsce? Czy ktoś nas zapytał o zdanie? Czy nasze dotychczasowe protesty przeszły niezauważone, czy po prostu zostały zignorowane? Decyzja, którą wydał TK dotyka każdej kobiety w tym kraju, która od teraz będzie w ciąży – każdej z nas może się przytrafić taka tragedia jaką jest ciąża embriopatologiczna. A mimo to nikt nie wyszedł z nami porozmawiać o tym czego chcemy – nie było tutaj decyzji ‚większości’. Dlatego właśnie jesteśmy tak bardzo wkurzeni – zrobiono z nas inkubatory, odebrano człowieczeństwo i prawo wyboru. Żadna z nas nie wie jak zachowałaby się w przypadku takiej ciąży, ale każda z nas powinna mieć wolny wybór, aby podjąć tą niesamowicie trudną decyzję (która będzie miała wpływ na resztę jej, i nie tylko jej, życia) samodzielnie – bez ingerencji władz i Kościoła.

Przyszłość, która stoi pod znakiem „?”

Wychodzimy na ulice. Jednoczymy się we wspólnej walce o prawo do decydowania o własnym życiu i ciele. Kolejny i kolejny raz. Ile jeszcze razy musimy to zrobić, aby władza w końcu zrozumiała, że nasze życie nie jest zależne od ich własnych poglądów? Odpowiedź jest jedna – do skutku. Bo mam wiadomość dla władz i dla tych wszystkich, którzy tak walczą o prawa nienarodzonego dziecka. My się nie poddamy. My nie odpuścimy. Bo to nasze życie i nasze wybory. Ogromnie szanuję kobiety, które decydują się urodzić dzieci o tak ciężkich wadach jak mózg, serce, jelita na zewnątrz ciała, jak brak serca, jak ‚syreni ogon’, których to dzieci umrą zaraz po porodzie lub niedługo po nim w wielkich cierpieniach. Uważam, że to wielki heroizm wystawić się na taką traumę. Nie oznacza to jednak, że ja na ich miejscu dokonałabym tego samego wyboru. Skoro ja nie narzucam im, aby usunęły taką ciąże, to czemu mnie narzucane jest, abym szła w ich ślady? Co z moim zdrowiem? Fizycznym i psychicznym. Co z moim prawem? Z moimi przekonaniami?

Słowem zamknięcia – mój apel

Jest jeszcze jeden powód dla którego nie odpuścimy tej walki o prawo wyboru. Przyszłe pokolenia. Żadna z nas (walczących kobiet) nie chce, aby nasze dzieci żyły w państwie, które traktuje kobiety jak inkubatory, które zmusza je do poświęcenia i cierpienia. W imię czego? Przekonań jakiejś grupy ludzi? Czy ja im narzucam swoje przekonania? Nie! Żyj i daj żyć innym, zamiast narzucać nam swój styl życia. W całej historii świata fanatyzm, który nam teraz władza funduje, nigdy nie przyniósł niczego dobrego. W najlepszym przypadku dojdzie tylko do wojny domowej, masowej emigracji, masowych protestów, kraju policyjnego. Jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko to chcę mu powiedzieć, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, aby mogło żyć w wolnym kraju, w którym może być kim chce i żyć jak chce. Czy wystawiam się przez to na ryzyko? Oczywiście, że tak. Udział w marszu czy głośne mówienie o prawie wyboru do aborcji w przypadku wad letalnych, naraża mnie na zakażenie się wirusem SARS-CoV-2, na zatrzymanie przez policję, na obraźliwe komentarze, na utratę niektórych znajomych, na krytykę. Natomiast stawka jest na tyle wysoka, że nie wyobrażam sobie nie wystawić się na to ryzyko. Także apeluje do wszystkich, którzy wierzą w wolny wybór każdego człowieka – nie bądźcie obojętni, nie udawajcie, że Was to nie dotyczy. Jesteśmy w tym wszyscy. Nie dajmy się podzielić. Ale zachowajmy przy tym klasę i pokażmy, że jesteśmy jednością, z którą trzeba się liczyć. Rozmawiajmy, uświadamiajmy, nagłaśniajmy sprawę (w social mediach używaj hasztagów #pieklokobiet #strajkkobiet), wspierajmy fundacje pomagające kobietom w tak trudnych chwilach, łączmy się w jednym celu – w obronie wolności.