Przyszło nam żyć w świecie, gdzie prywatność praktycznie przestała istnieć.  Media społecznościowe umożliwiają nam na upublicznianie swojego życia, poglądów, celów itd. A dzieje się tak głównie dlatego, że ludzie lubią wiedzieć co dzieje się u innych, a nam sprawia jakąś przyjemość ‚obnażanie nas samych i zainteresowanie ze strony innych’. Tacy już jesteśmy – jedni bardziej, inni mniej czują potrzebę ‚życia’ życiem innych osób czy ‚chwaleniem się’ swoim własnym. Publikując treści w sieci mamy wpływ na to, co się tam pojawi i jak ludzie będą nas postrzegać. W pewien sposób tworzymy pozory ‚wspaniałości’ naszego życia. Ale jednocześnie odsłaniamy się na niezrozumienie, przeinaczenie tego co chcieliśmy powiedzieć czy pokazać. A większość ludzi zdecydowanie bardziej lubi patrzeć na nasze niepowodzenia i wpadki, niż ‚idealne’ życie, które my im pokazujemy. Odkrycie swojej strefy prywatnej niesie za sobą róźnorakie konsekwencje. Tylko niewiele osób decydując się na ten ruch jest ich świadomych – w szczególności, że wystawia się na atak ze strony innych osób. Dlaczego podejmujemy takie ryzyko? Czemu interesuje nas co dzieje się u innych, często zupełnie nieznanych nam osób? Czym kierujemy się przy wyborze treści publikowanych w sieci dotyczących nas samych? I skąd u nas taka potrzeba ekshibicjonizmu?

 

Wyzbycie się prywatności nie jest efektem narodzin mediów społeczościowych. Ludzie od zawsze byli zainteresowani tym co dzieje się u innych – jak żyją, kim są. A niektórym osobom łatwiej niż reszcie przychodziło upublicznianie swojego życia prywatnego. Punktem przełomowym było pojawienie się ‚paparazzich’. Ich zadaniem jest dostarczanie nam szczegółów z życia osób publicznych. Skąd się wzięli? Tak naprawdę sami ich sobie wyhodowaliśmy. Zrobienie z niektórych jednostek idoli, doprowadziło do tego, że pseudo fotografowie (jakimi są paparazzi) poczuli łatwy hajs. Przed epoką Lady Di skala tego zjawiska była znikoma. Osoby publiczne mogły wyjść do sklepu po bułki bez lęku, że na każdym rogu stoi ktoś z aparatem, aby zrobić im kompromitujące zdjęcie. Strefa prywatna była zdecydowanie bardziej szanowana. Jednak pojawienie się na arenie publicznej księżnej Diany wywołało w ludziach taką euforię, że ‚wszyscy’ chcieli wiedzieć o niej więcej niż początkowo sama pokazywała. Ostatnio oglądałam na Netflixie świetny dokument na temat jej życia, w którym ukazano, że zainteresowanie mediów początkowo bardzo służyło Dianie i umiała je znakomicie wykorzystać – w szczególności do zwracania uwagi ludzi na problemy świata. Jednakże im więcej dajesz, tym więcej od Ciebie chcą. A co za tym idzie, w którymś momencie media uznały, że nie ma takich aspektów jej życia, które należy uszanować i nie fotografować, nie komentować, nie rozpisywać się na ten temat. W przypadku Diany konsekwencje ‚gry z mediami’ niestety skończyły się tragicznie, a nad osobami publicznymi zapanowało fatum paparazzich śledzących każdy ich krok i wyczekujących wpadek i niepowodzeń. Ale doszło też do znacznie gorszego zjawiska – a mianowcie narodzin wszelkiego rodzaju reality show typu Big Brother, Keep Up with The Kardashians itd. Ludzie podejmowali samodzialną decyzję o tym, aby upublicznić każdy aspekt swojego życia. Przesunęli granicę prywatności tak daleko, że ciężko jeszcze powiedzieć czy ona w ogóle istnieje. Na ekranie telewizora czy komputera możemy obecnie zobaczyć sytuacje, które do tej pory były bardzo prywatne ze względu na ich naładowanie emocjonalne – porody, rozwody, śluby, pogrzeby itd. Czemu do tego doszło? Powody według mnie są trzy…

1. Na emocjach da się zarobić

Niektórzy ludzie zauważyli, że im więcej się o nich mówi (bez względu na to czy dobrze, czy źle) tym bardziej interesujący stają się dla rynku, który niesie ze sobą możliwości zarobienia hajsu. Popularność pociaga za sobą intratne propozycje od marek. Dlatego im więcej osób interesuje się nami i contentem jaki generujemy, tym większe są nasze szanse na zarabianie na tym. A conent, który generuje najwięcej reakcji to ten, który budzi nasze emocje – bez względu na to jakie by one nie były.

Liczba followersów, lajków, zasięgi, publikacje na nasz temat, okładki, zaproszenia na evety itd. To wszystko razem zaczyna się składać na ‚wartość’ takiej osoby – przynajmniej z perspektywy marek. Ale nie tylko o hajs tutaj chodzi – a przynajmniej nie wszystkim. Jednocześnie popularość daje możliwość, aby realnie coś zmienić w świecie. Poruszyć ludzkie serca, rozgłośnić kwestie problemów społecznych czy ekonomicznych świata, pomóc komuś zebrać pieniądze na operacje ratującą życie itd. Mega doceniam i szanuję te osoby, które potrafią przekuć swoją popularność w korzyść nie tylko dla siebie, ale również dla innych – tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Także sprzedawanie swoich emocji i swojego życia może przynieść pozytywny skutek ‚dla świata’ 🙂

2. Niektórzy po prostu lubią stać w ‚blasku reflektorów’ – ekshibicjonizm XXI wieku

Idealny przykład: siostry Kardashian. Już sama się pogubiłam, który to sezon możemy obecnie ‚śledzić’ losy rodziny Kadashianów na ekranie telewizora, jak również poprzez media społecznościowe (wszystkie są niezwykle aktywne w sieci).  Chyba nie ma takiego elementu ‚życia prywatnego’, którego by nam nie pokazali. Tam już było wszystko 😛 Afery z seks taśmą, śluby i rozwody, porody, choroby, zmiany płci, problemy życia codziennego, dorastanie dzieci, a nawet depresje czy stany lękowe. Im więcej pokazywali, tym bardziej wzrastała ich popularność. Można wiele negatywnego o nich powiedzieć, ale według mnie należy również docenić ich ‚smykałkę do zrobienia z tego biznesu’. Jednocześnie umieli przekuć popularność we własne sukcesy – Kylie założyła jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie marek kosmetycznych, zresztą Kim (najpopularniejsza z sióstr) niedawno poszła w jej ślady, Kendall robiła karierę w modelingu, Khloe założyła markę jeansów ‚dla wszystkich kształtów i rozmiarów’ itd. Popularność zdobyta przez ekshibicjonizm przed kamerą dała im szansę na realizację marzeń. Oczywiście niesie to za sobą również negatywne skutki – każdy ich krok jest śledzony, każda decyzja komentowana. Nie raz były obrzucane błotem. Popularność, jak wszystko inne, ma swoje dwie strony. Grunt to umieć ją dobrze wykorzystać, szczególnie, że nie jest wieczna 😉

3. Ludzka ciekawość i znudzenie

Jak wspominałam na początku, ludzie mają tendencję do interesowania się życiem innych ludzi – szczególnie jeśli są znudzeni swoim własnym. Czasem to zwykła ciekawość, czasem zazdrość, czasem inspiracja, a kiedy indziej coś zupełnie innego ich motywuje. Powody są rożnorakie – w końcu ludzie są różni, to i ich pobudki są zmienne. Jednak z czasem przestało wystarczyć to, co ‚pod kontrolą’ było puszczane w eter ‚do oglądania’ i narodziła się potrzeba zobaczenia więcej, a dokładniej tego, czego nie chcą pokazać. Ponadto pojawił się fenomen komentowania – które btw też jest formą upubliczniania się. W momencie gdy zostawiamy np. komentarz pod czyimś postem w sieci, odsłaniamy się – inni też go widzą, nie tylko osoba do której go kierujemy 😉 Narażamy się tym samym na możliwość feedback’u – niekoniecznie pozytywnego. Ale wróćmy do samego komentowania. Ludzie lubią gadać o innych. W epoce dominacji gazet czy telewizji, tylko niektórzy mieli ‚przywilej’ wypowiadania swojego zdania na dany temat publicznie. Jednak wraz z narodzinami mediów społecznościowych doszło do upowszechnienia tego prawa – dziś każdy może mieć konto na facebook’u, insta itd, a co za tym idzie, zyskał możliwość reakcji na czyjeś ‚upublicznione’ życie. Komentujemy lajkami, emotkami, słowami, share’ami itd. Możemy w ten sposób okazać komuś swoje wsparcie, docenić jego/jej pracę, ale też zgnoić (trolling do rzadkości niestety nie należy). Jeśli zatem decydujemy się upubliczniać jakieś treści w sieci to musimy mieć z tyłu głowy świadomość, że inni to widzą i mogą się do tego odnieść na forum. Także nim coś wrzucicie do sieci zastanówcie się czy jesteście gotowi na feedback jaki może to ze sobą nieść 😉

 

Oczywiście nie tylko osoby publiczne – gwiazdy showbiznesu, celebryci, blogerzy, sportowcy itd. upubliczniają swoje życie. My również to robimy wrzucając do sieci zdjęcia z wakacji, dzieląc się poglądami na dany temat czy pokazując na insta stories co dziś jedliśmy. Ile czasu poświecamy na to, aby zastanowić się jak zostanie to odebrane? Jak bardzo przyspiesza Wam bicie serca na każdego lajka pojawiającego się pod postem, którego umieściliście w mediach społecznościowych? Czy w ten sposób szukamy ‚poklasku’? Może robimy to, bo inni tak robią i nie chcemy być w tyle? Może po prostu chcemy podzielić się z innymi czymś co nas uradowało, zasmuciło czy zwrócić uwagę innych na coś ważnego? Czy wrzucając swoje zdjęcie (selfie, roznegliżowane whatever) chcemy się pochwalić swoją urodą czy może wyleczyć kompleksy na komentarzach i lajkach, które ono uzbiera? A może po prostu jesteśmy zadufani w sobie? Na te pytania każdy musi sobie odpowiedzieć indywidualnie. Ilu ludzi, tyle powodów. Jedno jest pewne – upublicznianie prywatności zaszło tak daleko, że ciężko będzie cofnąć ten proces. I mimo, że coraz więcej ludzi decyduje się uprywatnić swoje konta (np. tylko dla znajomych) to wciąż stanowią oni kroplę w morzu osób, które utraciły pojęcie na temat tego, co jeszcze jest prywatne.

P.S. żeby nie było: sama biorę udział w tym ewenemencie upubliczniania swojego życia prywatnego. Jednak wciąż są aspekty, którymi się nie dzielę. A publikując cokolwiek zawsze mam z tyłu głowy, że ‚w razie wu’ muszę liczyć się z nie zawsze przyjemnym feedbackiem zarówno od znajomych, jak i od obcych ludzi 🙂 Grunt to świadomość na co się piszesz w momencie gdy pokazujesz publicznie fragmenty swojego życia 😉