Sama sobie się jeszcze dziwię, że w ogóle zaskakuje mnie jak ludzie potrafią bawić się w „duchy”. Jednego dnia są obecni w naszym życiu, aby kolejnego bez słowa zniknąć. To właśnie jest Ghosting – zjawisko tak powszechne, że aż zyskało swoją własną nazwę. W skrócie jest to sytuacja w której zrywamy relacje z drugą osobą poprzez zaprzestanie wszelkiego kontaktu „zapomniawszy” ją o tym poinformować czy ostrzec, a jednocześnie ignorujemy wszelkie próby kontaktu ze strony tej drugiej osoby. Można powiedzieć, że ktoś zapada się pod ziemię. Dlaczego ludzie tak robią? Co tym pokazują? Co sobą reprezentują? I jak sobie z tym radzić? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi, gdyż mimo, iż ludzie robią tak nie od dzisiaj, to o tym zjawisku głośno zrobiło się dopiero w 2015 roku – media podłapały temat i ludzie zaczęli w końcu nazywać coś co albo sami uprawiali, albo ich spotkało. Mnie osobiście dotknął ghosting kilka razy i stwierdzam krótko i stanowczo „wtf jest nie tak z ludźmi, którzy tak się zachowują?” 😀 Czy to objaw tchórzostwa? Wyjebania? Własnego wstydu? Uciekania od konfrontacji i konsekwencji? Pójście na łatwiznę? Ciężko powiedzieć, gdyż nigdy nie stałam po stronie bycia „duchem”. Dlaczego nie? Pewnie to kwestia chyba zbyt dużego szacunku do ludzi, którzy są/byli/będą częścią mojego życia.

Ludzie często nie zdają sobie sprawy jak ich decyzje i zachowania wpływają na innych ludzi. Albo… mają to gdzieś 😉 W końcu egoizm to jeden z podstawowych elementów natury ludzkiej – do empatii niewielu z nas jest zdolnych. Dla tych co ignorują swój wpływ na życie i samopoczucie innych ludzi (albo nie sa go świadomi) polecam obejrzeć sobie jedną z ostatnich produkcji Netflix (we współpracy z Seleną Gomez) – 13 Reasons Why. Nie będę spoilerować, także dopiero po odpaleniu go dowiedziecie się ocb, ale napomknę tylko, że ghosting był jednym z powodów dla których główna bohaterka podjęła taką, a nie inną decyzję i odebrała sobie życie. Psychologowie na całym świecie prześcigają się w opisywaniu zjawiska ghostingu i tego jak może wpłynąć na ludzkie życie, kiedy ktoś zostanie nim dotknięty. Wszystko zależy od charakteru. Wiadomo, że pierwsza reakcja to zaskoczenie w stylu „yyyy, ale o co chodzi?”. Później zaczyna się zadawanie pytań „co się stało, co się zmieniło, jak tak można zrobić?”, a potem? A potem to już kwestia indywidulna – osobowości danej osoby, poziomu relacji między znikającym a porzuconym itd.

Ghosting to forma nie tylko odrzucenia, ale również ostracyzmu. Szkoda tylko, że ghoster (robocza nazwa dla tego/tej, którzy „znikają”) nie ma odwagi odpowiedzieć na jedno zajebiście proste pytanie – „dlaczego?”. Konfrontacja to dla takiej osoby zbyt wysokie progi – w końcu wymagałaby poświęcenia własnego czasu, borykania się z jakimiś emocjami czy byłaby zbyt bolesna. Bo pamiętajmy, że nie zawsze ghoster robi to co robi z „przyjemnością”. Może być tak, że jest to dla niej/niego najłatwiejsza droga – taka, która umożliwi uniknięcie bólu rozstania czy niezręczności. Ale… tego nie da się stwierdzić z jednej prostej przyczyny…

Bo Ghoster sam nic nie powie! Hah

Jak zrozumieć postępowanie drugiego człowieka, decyzję, którą podjął, czy co nim kierowało, skoro ktoś zapada się pod ziemię, ignoruje wszelkie próby kontaktu i zachowuje się jakby nigdy nie był częścią naszego życia. To może być nasz facet, który w tak brutalny (bo sorry, ale z perspektywy osoby zghostowanej to zawsze będzie gwałtowne i niespodziewane) sposób z nami zrywa, dziewczyna, która nagle przestaje z nami rozmawiać, przyjaciel, który zapada się pod ziemię, znajomy, którego nigdy nie możemy złapać, krewny, który udaje, że nas nie zna itd. Sytuacji ghostingu w relacjach międzyludzkich można wiele się dopatrzeć – łączy je jednak to samo: nagłość , nieodwracalność i poczucie krzywdy. Według psychologów ghosting (niespodziewane urywanie kontaktu i traktowanie drugiej osoby ciszą) jest postrzegany jako forma pasywno-agresywnego znęcania się nad drugą osobą oraz forma emocjonalnego okrucieństwa. To chyba wiele mówi o ludziach, którzy je stosują i nie wymaga komentarza. Gdyż co z tego, że ktoś sobie nie radzi z emocjami i boi się konfrontacji i dlatego wybiera taką formę zerwania znajomości. To ani nie usprawiedliwia takiego postępowania, ani nie ułatwia drugiej stronie poradzenia sobie z tym.

Jeśli ghoster trafi na osobę o niskim poczuciu wartości czy wrażliwą emocjonalnie to swoim postępowaniem może wyrządzić jej ogromną krzywdę. Tylko czemu ludzie o tym w ogóle nie myślą, że nie każdy to po prostu oleje i pójdzie dalej z podniesiona głową, a jedynie lekko naruszoną na krótką chwilę dumą. Pierwszy moment dla każdego zghostowanego jest trudny – nieświadomość tego co się dzieje, niezrozumienie sytuacji, próby uzyskania wyjaśnień, które spotykają się z milczeniem drugiej strony. Nagle człowiek czuje się (mówię to z własnej perspektywy) jakby wszystko co łączyło nas z drugą osobą nie miało dla niej/niego żadnej wartości, nic nie znaczyło, aż wręcz nigdy się nie wydarzyło. Dopiero z czasem przychodzi współczucie względem tej osoby, gdy uświadamiamy sobie, że to nie z nami jest problem, a jedynie z dojrzałością drugiej osoby, egoizmem, narcyzmem lub brakiem empatii.  Większość z nas potrzebuje rozmowy, wyjaśnienia, aby móc domknąć pewien etap w życiu – czy to związany z przyjaźnią, czy z miłością. A w przypadku ghostingu jest nam to odbierane i człowiek zostaje zostawiony z „to radź sobie sam”.

Nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat tego co czuje sam „ghoster” i jak on przeżywa swoje działania, gdyż przygardzam takim rozwiązywaniem problemów – ghosterzy, sami musicie sobie odpowiedzieć na pytanie „na cholerę tak postępuję?” i zastanowić się nad tym czy naprawdę warto w oczach kogoś kto był Wam kiedyś bliski stać się potworem i źródłem smutku, złości czy żalu 😛

Skąd to się wzięło?

Według niektórych badaczy jest to przejaw zmian we współczesnym społeczeństwie, które żyje w świecie internetu, aplikacji randkowych, izolacji od budowanie głębokich relacji, koncentracji na konsumpcjonizmie i pędzie ku kasie/pozycji/sławie i rozpoznawalności. W ten sposób ludzie wyzbywają się empatii – traktując ją jako przejaw słabości, który inny wykorzystają przeciw nim. Ludzie zaczynają traktować siebie nawzajem jako środki do celu. A co za tym idzie, gdy ktoś nie jest nam już potrzebny to po prostu robią szybki „delete” i idą dalej bez odwracania się za siebie i zastanawia się co właściwie zrobili tej drugiej osobie. To samo dotyczy rozwiązywania problemów międzyludzkich. Ludzie chcą żyć coraz łatwiej, także rozwiązywanie problemów w relacjach z innymi ludźmi staje się zbyt skomplikowane dla nich – po co to robić, skoro można wymienić człowieka na inny model? O żenado za takie myślenie. Albo „po co rozwiązywać problemy skoro można się od nich odciąć?”. No sorry, ale nie ma relacji idealnych – problemy pojawiają się w przyjaźni, relacjach w pracy, w rodzinie, w miłości. Nie jesteśmy w stanie od nich zawsze uciekać. A może przynajmniej nie róbmy tego kosztem innych osób i nie zostawiajmy za sobą spalonych mostów – bo kto o zdrowych zmysłach chciałby mieć jeszcze kiedykolwiek coś wspólnego z ghosterem?

Niestety współczesne pokolenia, zwłaszcza te wychowane w wirtualnym świecie i osoby korzystające z randkowych aplikacji, cechuje coraz większe znieczulenie, skupienie się przede wszystkim na własnych uczuciach, własnej wygodzie, a nie na tym, jak się czuje druga strona. Chcą szybko i łatwo zakończyć znajomość, tak jak za jednym kliknięciem zamyka się okno przeglądarki, jak za naciśnięciem klawisza „delete” kasuje się niepotrzebne pliki. Takie czasy – a dokładniej takie mamy czasy na jakie sami pozwalamy. Im więcej osób w tak gówniany sposób postępuje, im wyższy level tolerancji na taki akt egoizmu tym częściej będziemy się z tym spotykać, aż dojdziemy pewnie do momentu gdy każdego z nas chociaż raz to spotka, że ktoś nas zghostuje. Może gdyby ghosterów to spotkało i poczuli na własnej skórze jak to smakuje to zrozumieliby, że można jednak postąpić inaczej i są lepsze rozwiązania. Po prostu można być bardziej… ludzkim dla innych ludzi 🙂

Jest na to jakaś rada?

Warto się postawić w sytuacji tej drugiej strony i pamiętać o tym, że to, jak kończymy mówi o nas najwięcej. Choć jesteśmy coraz bardziej wygodni i często brak nam odwagi, to może jednak lepiej przemóc się, skonfrontować, napisać: dziękuję, przepraszam, może innym razem. Bo los lubi być przewrotny i nigdy nie wiemy, kiedy znienacka wpadniemy na siebie na ulicy i dopiero wtedy będzie niezręcznie, nieprzyjemnie, głupio. Kiedy oswajamy w jakikolwiek sposób drugiego człowieka, bierzemy za to odpowiedzialność, czy nam się to podoba, czy nie. Nieoglądanie się za siebie, parcie do przodu, myślenie tylko o sobie może kiedyś obrócić się przeciwko nam i wtedy będziemy jedynie wiedzieli, że dostaliśmy to na co sobie zasłużyliśmy. A jak poradzić sobie gdy znajdujemy się po drugiej stronie i to nas zghostowano? Mam tylko jedną radę, którą niełatwo zastosować i sama wciąż się uczę jak to robić, gdy i ja trafię na ghostera. Odpuścić. Każda kolejna próba zrozumienia dlaczego ktoś nas wyciął ze swojego życia, każda kolejna nieudana próba porozmawiania, każde kolejne zignorowanie boli, a nic do naszego życia nie wnosi i nic nie zmienia. Także zamiast szukać w sobie winy, warto zastanowić się nad tym i czuć to co na początku powinniśmy czuć – złość, że ktoś taki fuckup zrobił, współczucie, że jak bardzo pusty jest oraz najważniejsze, czyli radość J Dlaczego akurat radość? Że ktoś taki opuścił nasze życie. Ponieważ łatwo być w relacjach międzyludzkich gdy wszystko się układa i trwa sielanka, lecz o człowieku najwięcej mówi to jak kończy takie relacje – związki, przyjaźnie, kontakty służbowe czy rodzinne. Także nie ma co płakać za kimś kto wyświadczył nam przysługę i zabrał swój egoizm wraz ze sobą, a najlepiej, aby zrobił to wcześniej niż później 😀 Także życzę Wam – oby jak najmniej ghosterów w naszych życiach 😀